Pani Ślimakowa

Kiedyś wzięło mnie na szycie.


Pani Ślimakowa


W piwnicy leżała stara maszyna mojej mamy, w szafce nagromadziłam pokaźną kolekcję szmatek, w jeden wieczór powstały dziesiątki wykrojów z papieru. Nie pozostało nic innego, jak przenieść pomysły na materiał i szyć, szyć, szyć...


W ten sposób wykroiłam misie, serduszka, słonie, ptaszki, ślimaki, sowy, gąski, koty i wiele innych. Przynieśliśmy z moim mocno pomocnym synkiem maszynę z piwnicy i zaczęliśmy szyć. Po trzecim serduszku poczuliśmy woń spalenizny i znad maszyny uniósł się dymek. Na tym zakończyliśmy szycie, spakowaliśmy zepsute urządzenie i znieśliśmy do piwnicy.


Odłożyłam więc szycie na lepsze czasy, marząc o zakupie nowej maszyny. Mniej więcej w tym samym czasie odezwało się moje schorzenie kręgosłupa, które mnie unieruchomiło na jakieś dwa miesiące. Nie ma tego złego... Z nudów wyciągnęłam koszyk z szyciem. Pomyślałam, że w mojej nieciekawej sytuacji maszyna nie na wiele by się zdała, bo nie mogłam siedzieć. Zatem leżąc - szyłam ręcznie. Powstało w ten sposób całe pudło szmacianek.


Teraz jednak czuję w  powietrzu  zapach wiosny i nowiutkiej maszyny do szycia. Mam całą głowę pomysłów, nic tylko usiąść i szyć.

Publikacja z 15 marca 2014
Więcej na temat: szycie, zwierzęta, w kwiatki, tilda